[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zębów. Nie widziałem drabiny na strych, a właz był zamknięty. Ja go zamknęłam wyjaśniłam, wciąż trzymając dłoń na brzuchu. Bałam się, że mogę przypadkiem spaść. Nie chciałam, żeby coś się stało maleństwu. Robiło mi się niedobrze, kiedy wygadywałam takie rzeczy jakbyśmy mieli odgrywać rolę szczęśliwej rodziny i z radością rozprawiać o wspólnej przyszłości ale maleństwo było jedyną piętą achillesową Jamesa. Patrzył na mnie przez chwilę, wodząc wzrokiem od mojego brzucha do twarzy i z powrotem. Wiedział, że kłamię, ale bardzo chciał mi wierzyć. Nie rób tego więcej burknął w końcu, pokazując mi, bym wyszła z pokoju. Nie powinno cię interesować, co jest na strychu. Jeśli dziecko będzie czegoś potrzebowało, ja to załatwię. Dobrze. Skinęłam głową, myśląc jednocześnie o kluczu ukrytym w mojej skarpetce, po czym odwróciłam się do wyjścia. Pójdę zrobić kolację, dobrze? Dzisiaj jest indyk na sposób chiński. Uciekłam następnego dnia. Stanęłam przy oknie w pokoju gościnnym i patrzyłam przez szparę między zasłonami, jak James wychodzi z domu do pracy, przechodzi na drugą stronę ulicy i czeka na przystanku autobusowym. Zrobiło mi się zimno ze strachu, gdy zerknął na dom, jednak odwrócił wzrok. Pół minuty pózniej wsiadł do autobusu linii 13 i odjechał. Pędziłam przez kolejne pomieszczenia, upychając do torby ubrania, przybory toaletowe, koszulę nocną, ręcznik i jedzenie. Nie miałam pojęcia, jak długo będę musiała leżeć w klinice po aborcji. Nie znałam nikogo, kto poddałby się takiemu zabiegowi, nie wiedziałam więc, ile kosztuje ani ile trwa, ale o tym mogłam pomyśleć pózniej. Już nienawidziłam siebie samej za to, co zamierzałam zrobić. Co do kosztów, to miałam nadzieję, że sześćset funtów wystarczy na opłacenie zabiegu i tani lot za granicę, bo chciałam uciec od Jamesa jak najdalej. Stałam w pracowni, trzymając w jednej dłoni pamiętnik i kartkę z numerem telefonu, a plik banknotów w drugiej, gdy z dołu dobiegło walenie do drzwi. Wrzuciłam swoje rzeczy do torby, przykryłam ją narzutą, wyczołgałam się na korytarz i przysunęłam do poręczy. Hałas dobiegał od strony drzwi wejściowych. Czyżby James już wrócił? Zaczęłam czołgać się dalej, wiedziałam bowiem, że ze szczytu schodów zobaczę wejście. Przesuwałam się powoli, nieruchomiejąc po każdym stuknięciu. Nagle rozległ się brzęk zamykanej skrzynki pocztowej. Na wycieraczce leżała biała kartka. To gazownik zostawił prośbę o podanie stanu licznika. Trzydzieści sekund pózniej schodziłam już na dół, trzymając w jednej dłoni torbę, a w drugiej klucz. Proszę& błagałam, przystawiając czubek klucza do zamka. Proszę, niech to będzie ten, proszę& Drzwi się otworzyły. Pobiegłam do bramki, a potem popędziłam ulicą, nie oglądając się ani razu za siebie. Ani wtedy, gdy czułam na sobie zły wzrok batiku. Ani wtedy, gdy na górze trzasnęły drzwi do któregoś pokoju. Ani nawet wtedy, gdy przypomniałam sobie, że kiedy wrzuciłam swoje rzeczy do torby, na podłogę spadł kawałek żółtej kartki z numerem telefonu. 24 Udany wieczór? Brian patrzy na mnie zaspany mi oczami, gdy o szóstej rano dzwoni jego budzik. Cudowny, dziękuję. Ziewa i przeciąga się. O której wróciłaś? Zastanawiam się, czy nie skłamać, ale nie mam pojęcia, o której zasnął, więc nie mogę udawać, że położy łam się koło niego niepostrzeżenie. Zaraz po drugiej. Unosi brwi zaskoczony. Nie piłaś, prawda? Chy ba nie możesz łączy ć alkoholu z ty mi tabletkami, które zaży wasz. Oczy wiście, że nie. Niedaleko teatru by ła bardzo przy jemna kafejka, więc przy siadły śmy tam z Jane, żeby trochę pogadać. Straciły śmy poczucie czasu, to wszy stko. Brian obraca się na łóżku, by lepiej mi się przy jrzeć. Strach ściska mi żołądek, modlę się, by nie zadzwonił do Jane. Nie mam nic przeciwko, by leby ś się ty lko dobrze bawiła, kochanie. Czuję, jak całuje mnie w policzek, a potem wstaje i podnosi kołdrę, wpuszczając pod nią powiew chłodnego powietrza. Sły szę, jak skrzy pią deski pod jego stopami, gdy przechodzi przez pokój, potem zapada cisza.
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plgrolux.keep.pl
|